piątek, 30 grudnia 2016

BAKALLAND, Love Las



Jak to mówią:  „święta, święta i po świętach”. Sporo w tym racji jest, bo tak naprawdę więcej jest samego przygotowywania, niż świąt. A już jutro Nowy Rok (dla tych mniej poinformowanych xd)! A ja tradycyjnie jestem chora (tak dokładnie- TRADYCYJNIE) i niestety chyba nici z wyjściem na miasto a przede wszystkim nici z jutrzejszego treningu ( łyżwiarze łączmy się). No cóż, trochę w tym mojej winy, bo z gorączką władowałam się na konia, zgrzałam i tak wyszłam na dwór (ale to jeszcze nic- moja trenerka kiedyś jeździła ze złamaną nogą) i w ten sposób się doprawiłam.  Dla mnie zaczyna się kiepsko, ale Wam moi drodzy życzę, aby 17 okazała się szczęśliwą liczbą, samych sukcesów i duuużo uśmiechu.

Musicie mi wybaczyć te okropne zdjęcia (są naprawdę straszne), ale aparat ogłosił strajk.
Dziasiaj przekąska, która chyba miała odgrywać rolę zdrowej, tylko po wizycie w fabryce coś nie wyszło i tak się składa,  że nigdy w życiu bym o niej tak nie powiedziała. Mowa o love las'ie firmy bakalland, czyli jak pisze producent "połączenie żurawiny z sokiem z jagód oraz prażonego migdała muśniętego białą czekoladą z różaną otoczką" (i tu od razu powiem, że z całego tego opisu na początku przyswoiłam tylko słowa "żurawina", "migdał" i "biała czekolada". Mówię to, żeby usprawiedliwić swoje późniejsze zdziwienie).


Zapach, towarzyszący otwarciu opakowania jest owocowy, ale taki trochę nijaki.

Zacznę od migdała, a raczej od tego, co go otacza. Producent pisze, że ma być to biała czekolada. Przeżyłam lekki szok bo okazała się być... fioletowa. Jest ona faktycznie tłusta, delikatnie maślana, słodka i... owocowa? Nieee... co to jest? Coś dziwnego, niezidentyfikowanego, ale chyba owocowego. Może to żurawina? Nie mam pojęcia, ale z pewnością nie smakuje to dobrze. Jest po prostu okropnie sztuczna i tyle. Co do migdała to obawiałam się, że będzie stary, zatęchły. W rzeczywistości dostałam lekko rozmiękłego, ale słodkiego orzecha. Bez szału, ot zwykły migdał.

Kolejnym etapem jest żurawina (którą ubóstwiam). Jeszcze przed zjedzeniem byłam przekonana, że dużo o niej nie napiszę, bo w końcu żurawina to żurawina i chyba nie trzeba jej jakoś dokładniej opisywać. Och jak się przeliczyłam. Zacznijmy od tego, że nie jest ona przesuszona i twarda, ale mięciutka i gumowata, co działa na jej korzyść. Po chwili dotarło do mnie, że nie czuję kwasku, który zawsze towarzyszy temu owocowi. Jest za to słodycz, która zupełnie mi tu nie gra. Ogólnie po chwili poczułam też że oprócz słodyczy sam smak mi tu nie gra- okropnie sztuczni i dziwny, niemający nic wspólnego z tym czym miał być, czyli sokiem z jagód. W tym oto momencie niepewnie zerknęłam na skład. Ach no


tak. Sok z jagód. Oooo i jak się okazuje ta biała czekolada była owocowa, czego ja się tu dowiaduję. W takim razie zacznijmy od początku: substancja jest żelowata i tak naprawdę nie ma nic wspólnego z jagodami. Przypomina trochę ten wsad z jagodowej fantazji. Jest słodki, ale nie za i diabelnie sztuczny. Z zewnątrz jest owinięty zwykłą żurawiną.

Podsumowując, całość jest sztuczna i... po prostu sztuczna. Mogło być to dobre w swojej prostocie, czyli według moich założeń: prażony migdał w białej czekoladzie i żurawina, a tak to z całej tej mieszanki tylko migdal mi smakował.
Produkt zdecydowanie nie jest wart swojej ceny. Zdecydowanie nie polecam.

Skład:
żurawina z sokiem z jagód 60% (żurawina 55%, cukier, koncentrat soku winogronowego, koncentrat soku jagodowego 0,4%, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; aromat, olej słonecznikowy), migdał prażony w białej czekoladzie 40% (migdał 70%, biała czekolada 29,9% (cukier, mleko pełne w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyny (z soi); aromat, proszek owocowy), barwniki: czerwień buraczana, błękit brylantowy, maltodekstryna, skrobia ryżowa
Produkt może zawierać gluten, orzeszki ziemne, inne orzechy oraz sezam.


                       Gdzie kupiłam: Biedronka
                       Cena: 3,69zł (za 50g)
                        Ocena: 4/10
Wybaczcie za chaos w tym wpisie, ale mam 38 stopni gorączki xd