wtorek, 20 grudnia 2016

HERSHEY'S, Reese's white

Dzisiaj miałam wenę na pisanie, a przede wszystkim na jedzenie. Nie dodaję postów zbyt często, nie dlatego, że mi się nie chce, czy coś w tym stylu. Ja po prostu zupełnie nie mam ochoty na słodkie. To jest koszmarnie frustrujące, bo przed założeniem bloga nie miałam z tym problemów, a teraz...
Za to miewam i takie dni, że już po wstaniu z łóżka wiem, że będę chciał


a słodyczy. Dzisiaj był taki dzień, więc mam dla Was aż trzy recenzje :), które stopniowo będą się pojawiać.

Ostatnio, będąc w Warszawie, pozwoliłam sobie zajrzeć do Kuchni Świata. Można tam spotkać między innymi zagraniczne łakocie. Tym razem skusiłam się na produkt baaardzo dobrze znany, ale nie chciałam kupować ponownie klasycznej wersji. Tym razem sięgnęłam po znienawidzoną przeze mnie białą czekoladę. Nie przedłużając, oto przed Wami reese's white, czyli nadzienie z masła orzechowego, oblane grubą warstwą czekolady.


Zacznę bez ogródek: nienawidzę opakowania klasycznej wersji. Jak jeszcze to "white" jest w miarę do zniesienia, bo biały kolor jakoś to wszystko ratuje, tak klasyki nie znoszę (ten obrzydliwy pomarańcz, fuj).

Jeśli chodzi o zapach, to oczywiście uderza w nas aromat orzeszków. Oj już mi ślinka pociekła. Wnętrze ukazuje nam dwie niby babeczki zawinięte od spodu w niby papilotkę. Powiem szczerze, że jest to dosyć pomysłowe i oryginalne.
Kolejnym etapem miało być już samo smakowanie czekolady. Wzdrygnęłam się dwa razy, wzięłam głęboki wdech, potem wydech i jeszcze raz wdech. Wiedziałam, czym może grozić ten test: cukrzycą. Tutaj zrodziło się pytanie: co mną kierowało, biorąc ten produkt do ręki? Na prawdę nie mam pojęci, ale jak już kupiłam to... no i w końcu jest to reese's, czyli boski wytwór firmy hershey's
Czekolada jest giętka, nawet bardziej niż lekko nadpuszczona milka. Taka typowa plastelinka. Nie rozpuszcza się w palcach, za to na języku robi to szybciutko. Przede wszystkim jest ona słodka i tak naprawdę nie ma nic wspólnego z takimi typowymi białymi czekoladami, jakie jadam (kiedyś jadalam) na co dzień. Zwyczajnie słodka i nic więcej, żadnego konkretnego smaku. Ostatecznie doszłam do wniosku, że nie jest aż tak słodka i ogólnie do zniesienia, ale nie jest to smak marzeń.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z nadzieniem, które jest po prostu boskie. Czuć masło orzechowe i coś jeszcze. Tak właściwie nawet nie umiem dokładnie opisać, jak ono smakuje. Na pewno jest dużo bardziej słone, niż to pospolite ze słoiczka, ale też jest dużo bardziej słodkie. Jestem w stanie powiedzieć, że to w konkursie "gdzie sypnęli więcej cukru", zdecydowanie czekolada przegrała z nadzieniem- to ono tutaj mogło zamulić. Jednak była to przyjemna słodycz i równoważyła się ze smakiem słonym. Ogólnie, nie było ono gładkie i tłuste, co wydaje się dziwne (no bo w końcu masło orzechowe musi być tłuste), ale takie jest właśnie reese's. Było ono pełne drobnych orzeszków.

Zdecydowanie należę do fanów tych "babeczek". Powiem szczerze, że przez moje uprzedzenie do białych wyrobów, byłam bardzo negatywnie do tego produktu nastawiona, ale tak naprawdę nie było aż tak źle. Znaczy nigdy już więcej nie zamienię klasycznej wersji na tą, ale nie plułam, nie zwróciłam, więc można powiedzieć, że jest ok xd. W sumie to nie było nawet za bardzo przesłodzone. Poza tym, jest to reese's, które jest boskie samo w sobie. Jednak dla tych zainteresowanych zakupem mówię, że wolałabym ciemną wersję.


                             Gdzie kupiłam: Kuchnie Świata
                             Cena: 6,50zł (za 2 babeczki)
                             Ocena: 8/10 (daję tak mało, przez porównanie z klasykiem)

Nie myślałam, że ten wpis będzie aż tak długi :O. No nic, mam nadzieję, że dotrwacie :)