czwartek, 12 stycznia 2017

NESTLE, Princessa zebra coco

  Nie da się ukryć, że princessa to jeden z najpopularniejszych wafelków. Ja osobiście jestem dużo większą fanką prince polo, a z princessy jadam czasem tylko wersję kokosową. Ogólnie jestem ogromną fanką kokosowych słodyczy i wystarczy mi, że coś ma delikatny aromat tego orzecha i już jestem kupiona :). Podobnie mam zresztą z masłem orzechowym (wyjątkowo jednak nie podchodzi z mi nim kit kat :/). Jednak oprócz tej naszej białej księżniczki ostatnio moją ulubienicą została princessa zebra. Zakochałam się w tej jego "leciutkiej" formie, pozbawionej czekolady. Dodatkowo kupił mnie brakiem nadmiernej słodyczy. Dzisiaj mam dla was tego właśnie batonika, ale w wersji kokosowej, czyli jak dla mnie połączenie idealne.



  
Znalezione obrazy dla zapytania princessa zebra coco

Znalezione obrazy dla zapytania princessa zebra

       




                                                                                                                                                      

                                                                                        OPAKOWANIE I ZAPACH
    Powiem Wam szczerze, że gdyby nie gazetka promocyjna i mój sokoli wzrok, nigdy w życiu nie wzięłabym go do ręki (albo bym go kupiła, po cvzym stwierdziła, że coś mi tu nie pasuje xd), bo opakowanie nie zwraca aż tak uwagi. Na początku myślałam nawet, że jest takie samo jak w tej zwykłej wersji. Po prostu ten kokos po lewej jakoś zupełnie nie rzuca się w oczy (przynajmniej mój skaner go przeoczył).
    Od razu po otwarciu poczułam bardzo intensywny kokosowy zapach. Przenosi on nas w bardziej egzotyczne strony świata i... zapowiada dobry produkt :).

SMAK
Ogólnie przywykłam do tego, że jest to produkt bardzo suchy, kruchy i sypki (tutaj nawiązuję do wafla). Tak jest i w tym przypadku. Co do samego smaku to muszę przyznać, że wafelek zaliczył wpadkę, która dla mnie jest niewybaczalna. W klasycznej wersji jest on dosyć intensywnie kakaowy i właśnie za to go cenię. Tutaj niestety jest po prostu zwykły: słonawy, wypieczony i po prostu waflowy. Jedyne, co go odróżnia, to kolor- zdradziecki kolor, który sugeruje nam kakaowy smak. Za to ma ode mnie ogromny minus :/

Kolejnym etapem jest nadzienie. Mam wrażenie, że jest bardziej tłuste, niż w klasyku i dużo bardziej delikatne (zarówno w konsystencji, jak i w poziomie zacukrzenia). Na pierwszy ogień wysuwa się mleczny posmak połączony z muśnięciem kokosa. Obawiałam się, że zastanę tam wiórki kokosowe (które za nic mi tutaj nie pasują), ale naszczęście nic takiegoi się nie pojawiło. Za to znalazło się miejsce na coś innego- gorycz. Tak, dobrze widzicie. Po pierwszym gryzie nie była ona zbyt nachalna i ledwie zwróciłam na nią uwagę, jednak z każdym kolejnym kawałkiem było coraz gorzej. Pod koniec (i tutaj nie przesadzam) niemalże się krzywiłam. Nie wiem skąd to się tutaj wzięło, ale było nie do zniesienia i zabijało wszelkie inne smaki. Nie wiem, może kupiłam jakiś wadliwy egzemplarz, albo mam coś źle wyczulone.

Myślę, że nie kupię go ponownie i Wam też raczej nie polecam. Co prawda krem na początku był naprawdę dobry: nie za słodki, kokosowo-mleczny (bardzo podobny do tego w zwykłej princessie kokosowej), ale potem to był koszmar. Ta gorycz okropnie mi przeszkadzała i była nie do zniesienia. No i nawet wafel był jakby gorszy. Zdecydowanie zostanę przy klasyku, który nie ma ze sobą takich problemów xd.

Skład: olej palmowy, mąka pszenna, serwatka w proszku (z mleka), cukier
odtłuszczone mleko w proszku (7,2%), maltodekstryna, wiórki kokosowe (5,5%), kakao w proszku, (1,2%) o obniżonej zawartości tłuszczu, substancje spulchniające (węglany sodu, węglany amonu),, emulgatory (lecytyny), naturalny aromat, sól

Gdzie kupiłam: Carrefour 
Cena: Coś około 1zł-1,50zł (z
Ocena 3/10