środa, 5 października 2016

Day up Arteta

Ogólnie jestem osobą, która stara się na codzień zdrowo odżywiać. Oczywiście nie popadam w paranoję i od czasu do czasu pozwalam sobie na małe co nieco. W końcu gdyby nie to, to ten blog by nie istniał. Nie wiem jak was, ale mnie niesamowicie irytują osoby odżywiające się zdrowo przez CAŁE swoje życie. Przykładowo wychodzimy gdzieś ze znajomymi i postanawiamy zamówić pizze. Wszyscy jedzą śmieją się, dobrze się bawią oprócz jednej osoby, siedzącej z wykrzywioną miną, która będzie wręcz obrzydzać innym to jedzenie. "Tu jest ser, czy ty wiesz ile to tłuszczu?" "O Jezu! Ty pijesz szejka! Wiesz ile oni tam sypią cukru?"  I nie dość, że ta osoba ma problem, to jeszcze psuje zabawę innym. Normalnie umrę od paru frytek nie? Sama pali w wieku 15 lat a robi aferę o jedną łyżeczkę cukru. No i zastanówmy się teraz, czy jej styl życiaa faktycznie jest taki "fit"?  No właśnie chyba nie. Ja wiem, że nie można przesadzać z jedzeniem, szczególnie jeśli ktoś (tak jak ja) ma skłonności do gwałtownego przybierania na wadze, no ale bez przesady. Z życia też trzeba czerpać trochę radości a nie oszukujmy się jedzenie nią jest. Dzisiaj produkt, o którym prawdopodobnie dużo nie napiszę bo skład jest króciutki (stąd dłuższy wstęp). Oto przed wami Day up!
 
Opakowanie jest idealnym rozwiązaniem, bo można je spakować do torby i sięgnąc  po nie w każdym momencie, czy to w pracy, w szkole, na spacerze. Dodatkowo jest kolorowe i przyjemne dla oka.
Konsystencja jest musowata, nie do końca gładka- ze względu na płatki owsiane (których jest całe 2%, szał ciał).
Głównie czuć tu jabłko, lekko kwaskowate, praktycznie niesłodkie. Zaraz obok jabłuszka wyłania się truskaweczka. podobnie jak w przypadku poprzedniego owocu jest kwaśna. Jeżeli ktoś z was spodziewał się sztucznego posmaku, to przykro mi (albo i nie), ale nie tutaj!!! Owoce smakują, jak kupione na targu. Jedynie śliwki nie czułam, ale tej było w składzie najmniej.

Ogólnie całość jest mocno kwaśna (zdecydowanie nie na pusty żołądek), no ale w końcu napis "bez dodatku cukru do czegoś zobowiązuje tak? A wiadomo, że po połączeniu śliwka, jabłko i truskawka nie ma co się spodziewać dużej słodyczy. Jeśli bym mogła, to jedyne co bym zmieniła, to dodanie cynamonu, ale to już tylko moja osobista fanaberia


Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: nie jestem pewna ale coś koło 3zł
Ocena: 7,5/10



Kolejną wersją smakową jest ta z bananem i jagodami. Myślę, że tu napiszę jeszcze mniej i będę się odwoływać do poprzednika.
Konsystencja jest taka sama jak w wersji jabłkowej, kolor także.
Pierwsza łyżeczka i... powrót do dzieciństwa! Przypomniały mi się momenty, gdy jako pięciolatka bawiłam się z kuzynem klockami lego, biegaliśmy za kaczkami na wsi, chowaliśmy się w psiej budzie. A wszystko to robiliśmy popijającuy pysia. Taki właśnie smak poczułam. Pysio, z tą tylko różnicą, że bez marchewki. Poczułam tutaj gruszkę, pod zębami od czasu do czasu chrzęściły "kamyczkli" z niej, ale nie były one na szczęście zbyt nachalne. Pomimo to i tak banan gra tu pierwsze skrzypce. Ta wersja smakowa była zdecydowanie słodsza od pierwszej. Mam wrażenie, że było to odrobinę mniej płatków owsianych (zerk na skład), tak, mam rację! Całe jeden % mniej. Powtórzę to jescze raz: całość smakuje bardzo podobnie do pysia. Aż nabrałam na niego ochotę :). Ta wersja bardziej mnie kupiła od poprzednika.

Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: Coś koło 3 zł
Ocena 8,5/10